Poezja
Mariusza Parlickiego

Linki do innych stron zawierających moje wiersze
i prozę.
Szukaj w sieci Szukaj w witrynie

Witam na mojej stronie.
Zamieściłem na niej wybrane wiersze
z lat 1990--2005.
Jeżeli spotkają się one z Państwa zainteresowaniem, zapraszam do odwiedzenia innych stron internetowych, na których znajdują się moje wiersze, proza
i artykuły krytyczno-literackie.
Mariusz Parlicki



BIOGRAFIA

Mariusz Parlicki - poeta, prozaik, satyryk, krytyk literacki, eseista. Urodził się 31 stycznia 1974 r. w Radomiu.
Doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o zarządzaniu (Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, 2005) ,
polonista -- teatrolog. (Instytut Filologii Polskiej UJ, 1999).
W latach 1991-93 był redaktorem naczelnym radomskiego
kwartalnika społeczno-kulturalnego „Na luzie", a w 1992-93
stałym współpracownikiem „Dziennika Radomskiego".
W 1996 otrzymał roczne Stypendium Twórcze Miasta Krakowa
w dziedzinie literatury.
Członek Związku Literatów Polskich od 1994 roku.
Jako poeta debiutował w 1990 r w „Gazecie Radomskiej".
Publikował swoje utwory m.in. w „Krzywym Kole Literatury",
„Magdalence Literackiej", „Prowincjach Literackich",
„Społeczeństwie Otwartym", „Nowym Wieku", „Poezji", "Newsweek Polska".

Wydał książki poetyckie: „Kasyno życia", „Hamlet współczesny". „Kij w mrowisko", „Podszepty chwili".
Publikacje autora ukazały się w szeregu almanachów i antologii: "Rekolekcje Wielkopostne", "Wiatr w szuwarach", "XXII, XXIII, XXIV, XXV, XXVIII Krakowska Noc Poetów", "Poeci Krakowa - Skawinie", "Stypendyści Miasta Krakowa. Antologia poezji i prozy 1994-2002", "Proza, proza, proza". 

Kasyno życia

W kasynie życia

W kasynie życia graczy jest wielu,
A czas ruletę obraca,
Diabelski lombard duszę przyjmuje,
W zamian srebrniki wypłaca.

W kasynie życia graczy jest wielu,
Fortuna kołem się toczy.
Ktoś chce odegrać rozum stracony,
Ślepiec chce wygrać tu oczy.

W kasynie życia graczy jest wielu,
O zmierzchu jest ich najwięcej.
Jak przegrasz życie, to śmierć wygrywasz,
Fortunę zyskasz za serce.

W kasynie życia graczy jest wielu.
Wszystko tu przegrasz z czasem,
Lecz mimo tego graj przyjacielu
Choć króla biją ci asem.

W kasynie życia graczy jest wielu,
Bo drzwi wyjściowych tu nie ma.
Jeśli nie wejdziesz i tak przegrałeś,
Zniszczy Cię żałość i trema.

W kasynie życia graczy jest wielu,
Kasyno wszystkich pomieści.
Musisz pamiętać życie to hazard,
Nikt się tu z nikim nie pieści.

Monolog z synkiem

I
Patrząc na ludzi z perspektywy mrówki,
Co zbyt cicho się skarży, aby ktoś ją słyszał,
Czujesz strach i niepokój wewnątrz małej główki
I w pieluchę się moczysz, gryziesz ucho misia.

Oczka mocno otwierasz, patrzysz przenikliwie,
Nie rozumiesz słów brzmienia, nie rozumiesz myśli,
Ty się dziwisz wszystkiemu, ja Tobie się dziwię,
Kiedy nocą zapłaczesz. Cóż Tyś synku wyśnił?

Monolog z synkiem

II
Nieporadny człowieczku, co wyciągasz rękę,
Do każdego, kto schyli się nad Twą kołyską,
Takie dobre, że głupie masz to małe serce,
Wszystko może Cię cieszyć, bawić może wszystko.

Życia jesteś ciekawy, każdy obraz chłoniesz
I ogarniasz świat cały dobrym, głupim wzrokiem,
Chciałbyś wszystko móc dotknąć, wziąć w swe małe dłonie,
A potrafisz jedynie - ssać butlę ze smokiem.

Monolog z synkiem

III
Widzisz synku życie nie jest pasmem tęczy,
A ogrodnik nie sadzi kwiatów dla zapachu.
Życie synku to kręte schody bez poręczy,
To niepewna przechadzka po krawędzi dachu.

Widzisz synku miłość nie jest ogniem wiecznym,
Magma uczuć wystyga, w skorupę się zmienia.
Miłość synku jest w życiu wyborem koniecznym,
Jest podstawą naszego bytu i istnienia.

Pytasz synku dlaczego świat jest tak okrutny
I tak bardzo daleki od baśniowych marzeń.
Jest też dobro na świecie, nie bądź synku smutny,
Ono Ci się objawi, wykrzyczy, ukaże.

Lunapark

Na łańcuchowej igrasz z życiem,
Wszystko się kręci wokół Ciebie,
Unosisz głowę swą w zachwycie
I wzrokiem latasz koła w niebie.

Szpetność cię w krzywym lustrze cieszy,
Wszystko jest bardzo śmieszne, żywe,
Lecz pomyśl, czy się warto cieszyć.
Może to lustro nie jest krzywe?

Wagonem śmierci w tunel jedziesz
I fakt ten także ciebie cieszy,
Lecz, gdy naprawdę umrzeć przyjdzie,
To już nie będziesz się tak cieszył.

Diabelskim młynem w górę wjeżdżasz,
Spadasz w dół, żyjesz, jak kaskader.
Inny upadek kiedyś przegrasz,
Ja też go przegram, ale jadę.

Mariusz Parlicki, Kasyno życia, Stowarzyszenie Grupa Literacka „Łuczywo", Radom 1993.

O tomiku pisali:
Adolf Krzemiński: „Wstęp". W: M. Parlicki, Kasyno życia, Radom 1993.
Maciej Machniewski: „Partia w „Kasynie życia"".
W: „Dziennik Radomski", 2 czerwca 1993.
Jacek Jan Tatak: „Mariusz Parlicki. Kasyno życia...".
W: „Prowincje Literackie", 1993.

Hamlet współczesny

Hamlet - refleksja ekologiczna

ta wiosna się nie zazieleni liściem
- pachnącym
- jak aksamit

nic nie okryje kiru ziemi
- sukienką łąki
- mchu pierzami

tej wiosny nie zwiastuje słowik
lecz szczebiot ptaków metaliczny
który zwiastują megafony
ukryte w drzewach syntetycznych

ta wiosna będzie całkiem dżdżysta
lecz deszcz nie zmyje ciał z chodnika
bo każda kropla
gęsta
tłusta
jak jad wypalać będzie
wnikać w ziemię zatrutą i jałową

tej wiosny nie powita słowo
kocham
i słońce nie rozświeci

jedynie stara wyliczanka
w smogach wieczora i poranka

- dzień dobry dzieci-śmieci
gdzieście były
coście robiły

- byłyśmy na ziemi
i zrobiliśmy TO

Światopogląd Hamleta

największym przyjacielem Hamleta
był jego światopogląd

nie obawiał się że ten go opuści

wiedział
że nikt go nie przyjmie

świat miał kształt klozetowej muszli
wypełnionej po brzegi
człowiekiem
strawionym przez zło

fatalistyczna wizja
miała nić optymizmu
w uświadomieniu tej prawdy

woda na oczyszczenie
mogła zmyć zaćmę z oczu
roztopić pancerz narosły
na żywym ciele sumienia

Hamlet i barokowy aniołek

nie umiał rozmawiać z Bogiem
w skrzydłach gotyckiej katedry
wolał tłuste barokowe aniołki
beztroskie i roześmiane

lecz ten którego dziś spotkał
kamienny czterolatek
z bujnymi loczkami
i dyndającym siusiakiem
był smutny

Hamlet rozmyślał długo
dlaczego i jak mu pomóc

może skrzydła oczyścić
lub go przenieść do okna

lecz skrzydła lśniły od światła
witraż słał twarzy rumieniec

czytano coś o oczach
drzazgach i belkach
o przebaczeniu z Krzyża

Hamlet żałował aniołka

aniołek odczuwał niemoc
swego języka
kamienia

Dlaczego wciąż się mijają
Hamlet i Pan Cogito

Zbigniewowi Herbertowi


Pan Cogito
tęgi mędrzec i filozof
swe istnienie związał z dziełem Kartezjusza
i nie przyjął żadnej prawdy z czystej wiary

wiara mogłaby wystrychnąć go na dudka

rozum zwodził subtelniej

Pan Cogito
biegacz długodystansowy
mierzył dystans miarką siły
obiektywnie

świat jak obraz
śledził z pewnej perspektywy

przy dystansie niewidoczne są niuanse

Hamlet
władca sprzeczności
nie umiał nawet być pewien
tego co było za nim

krótkowidz od urodzenia
nos swój rozpłaszczał na szybach
życiowych witryn

Hamlet
władca Iluzji
kluczył w promieniach słońca

rozmijał się z Panem Cogito
choć droga ich była tak wąska

Mariusz Parlicki: Hamlet współczesny. Krakowski Oddział ZLP, Kraków 1996.

O tomiku pisali:
„Hamlet współczesny?" W: „Gazeta Wyborcza Kraków", 9 lipca 1996.
Grzegorz Kozera: „Oto poeta". W: „Słowo Ludu", 14 - 15 sierpnia 1996.
Emil Biela: „Inwazja Hamletów czyli prostowanie błędnych dróg". W: „Magdalenka Literacka", sierpień - październik 1996.
Renata Dulian: "Hamlet 1996". W: „Magdalenka Literacka", sierpień-październik 1996.

Haiku z tomu
„Podszepty chwili"

wyłącznie ślepcy
mogą mieć jasny ogląd
ciemnoty świata


kolejny miesiąc
przebiegłem w bezsensownej
pogoni jutra


gdy spłodzę syna
i własny dom zbuduję
wyrosnę drzewem


pies wylizuje
wrzody i krwawe rany
mej samotności


kłamliwy zegar
wskazuje czas co wraca
do punktu wyjścia


zazdroszczę kretom
że odnajdują radość
w spoczynku w ziemi


wynajmę pokój
w piwnicach codzienności
emigrant z raju


na czole starca
Bóg rzeźbi dłutem czasu
zakręty życia


z pierwszego piętra
śmierć mnie przekwateruje
na parter nieba


chcę tak jak motyl
odejść niepostrzeżenie
na wieczną łąkę

upartym drzewom
na próżno wiatr przywraca
zrzucone liście


na wrzosowisku
strudzony dzień wygląda
zmierzch nie nadchodzi


jesienną porą
snują się po ulicach
dymy bez ognia


staruszka jesień
na żółtych kartkach pisze
testament liści


idź jak Tezeusz
z nicią babiego lata
w labirynt zimy


nastała zima
wiewiórka twardy orzech
ma do zgryzienia


życie jest złudą
zrozumiesz to gdy w końcu
śmierć cię obudzi


przed śmiercią w morzu
choć myślą każda rzeka
wraca do źródła


wyschnięte źródło
nie roni kropel wody
chociaż las płonie

ja tobie wszystko
a ty półksiężyc w serce
i kamień w wodę


tak bardzo kocham
że często zapominam
mówić ci o tym


mojemu sercu
jesteś najbardziej drogą
drogą donikąd


usta kobiety
całują pomarańczą
mówią cytryną


kwiaty w wazonie
jeszcze jedna ofiara
naszej miłości


drapieżne zwierzę
nosi na swoich plecach
łagodna pani


żurek z kiełbasą
połyka w pustej kuchni
tłuste romanse


zdjąłem piżamę
wtem mnie za gardło chwycił
krawat sumienia


swoje haiku
pędzelkiem piszesz co dzień
na kartkach powiek

Mariusz Parlicki: Podszepty chwili, Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich, Kraków 1997.
O tomiku pisali:
Jerzy Stanisław Fronczek: „Posłowie". W: M. Parlicki, Podszepty chwili, Kraków 1997.

Wiersze satyryczne z tomiku
„Kij w mrowisko"

Psychologia

Oli Buchaniec


Siostra psychiatrii - psychologia
To kolos na drewnianych nogach,
Czyli na balach z lipy, cisa.
Freud widział w balach kształt penisa,
A kompleks członka odkrył w drwalach,
Bo rozmawiają wciąż o balach
I o produkcji z bali desek.
By zrobić deskę drzewo rżnie się
I nie jest wniosek to banalny,
Wyjaśnia przyrost naturalny
W rodzinach drwali z Białowieży.
- Czym jest karabin dla żołnierzy,
- Co znaczyć ma użycie szminki
- Jak poznać stresy u dziewczynki,
- Czym grozi długie ssanie smoczka,
- Co znaczą rozbiegane oczka,
- Kochać, czy nienawidzieć wroga...

Wszystko wyjaśnia - psychologia.

Bajka o dwóch stoikach

W zdewastowanej kamienicy
Mieszkali starzy dwaj stoicy,
Klepali biedę w czterech ścianach
I per aspera zawsze z rana.
Prawie nie jedli, bo i po co?,
Wszak nie jedzenie ma być mocą
Lecz czyn szlachetny, toteż starcy
Tak byli syci, jak i dziarscy.

Wobec występków byli srodzy,
Emocje swoje wciąż na wodzy
Trzymali.
Jednak w zwątpień chwili,
Obaj do siebie tak mówili:

- Dziś droga cnoty trudna, śliska.
- Co krok agencja towarzyska
Kusi doznaniem super wrażeń.
- Szał młodych ciał i full masaże.
- Poza tym wokół pub przy pubie,
Więc myśl o piwie i o babie
Niczym bul zęba jest natrętną
- I naszą drogę czyni krętą
- Lecz cóż, choć żądza nas rozpiera,
- Niech żyje cnota,
- Per aspera.

Na nic ta piękna deklaracja,
Bo inna była życia racja,
Kryzys idei się nasilał,
Aż przyszła wreszcie taka chwila,
W której bez słowa dali nura
Wprost do night clubu Epikura,
A tam dziewczęta niczym z ciasta
Poprzytulały ich ad astra.

Procentowa rozmowa
Januszowi Grabiaszowi


Jasio - Dzisiaj rozstałem się z mą dziewczyną.
Władzio - Nie martw się Jasiu, chodźmy na wino,
Widzisz, kobieta - głupota wielka,
Więc ci zostaje co? - ot butelka .
Jak się napijesz humor ci wróci,
Bo tylko flaszka cię nie porzuci.
Jasio - A rano wstanę trzeźwy znów przecie.
Władzio - To coś na kaca będzie na mecie
I znów zaszumią w głowie procenty.
My dwaj żeglarze, my dwa okręty
Będziemy płynąć nocą i ranem
Przez wielkie morze - Morze Pijane.
Troski najlepiej topić w kielichu!
Co, nie masz forsy? - dziś stawia Zdzichu
Wczoraj zarobił z Mietkiem fachowo,
Troszkę przyciśli panio sklepowo,
A ona, przyznam bidna kobita
Nic nie pamięta, była upita,
Potem przygnietli ta starą Felę,
Stąd dzisiaj forsa, kurdelebele.
Jasiek - Ja tak nie mogę, ja tak nie umiem!
Władzio - Jasiek, ni w zęba cię nie rozumiem,
Tyś chyba chory, od rzeczy gadasz,
Ja nie ksiądz jezdem, że się spowiadasz,
Tyś chyba chory?, morda tak blada ,
Tyś chłop?, ja powiem krótko - tyś baba1
Gadka cos z tobą dzisiaj nijaka,
Przyjdź jak zmądrzejesz,
będziem przy krzakach
.

Absolwentka


Absolwentka Filozofii
Kowalska Monika,
Zgrabne nogi, niezły profil,
Reszta też nelicha
Powracała wraz z dyplomem
Na wieś PeKaeSem
I myślała:
- To już koniec
Przepadłam z kretesem.
Na cóż trudy, wyrzeczenia,
Łapówki?, na darmo.
Ja - magister filozofii
Będę stara panna,
Bo nie wydam się za Józka,
Choć ma w bród pieniędzy.
Nie pogadam z nim o bycie
I o transcendencji.
Może Zdzicho? Dobry chłopak,
Prawy, gospodarny....
Ale chodzi w mokasynach
I do spodni czarnych
Wciąż skarpetki białe nosi,
Słucha disco polo...
Ni wytrzymam z takim chamem.
Dolo moja, dolo!
Jest tez Krzysiek od Nowaków
Lecz to straszny prostak.
Zanim skończył podstawówkę,
W każdej klasie został
Na dwa lata. Cóż, ze teraz
Jest pan na zagrodzie.
Jest też Heniek, lecz on ciągle
Wódę chla w gospodzie.
Jednym słowem nie ma dla mnie
Chłopa w całej gminie.
Co zostaje? - pięć hektarów,
Krowa, kury, świnie.

Po czterdziestce

Wszyscy faceci po czterdziestce
Są pewni, że potrafią jeszcze
Zawrócić w głowie osiemnastce
Zawsze, gdy tylko im się zachce.

Fakt ten u żon jest źródłem drwin,
Mówią:
- wprowadźcie słowo w czyn
albo przestańcie wciąż tkwić w błędzie,
ze się spodoba stary pierdziel
młodej blondynie z dużym biustem.

Próbują zdławić tak rozpustę,
Która pod czaszką chłopa drzemie.

Mąż, który nie jest bity w ciemię
Przyzna swej żonie, że ma rację,
Poda bambosze i kolację,
Zaś drugi, co jest w ciemię bity
Zrobi skok w bok od swej kobity.

Z czasem powróci ów mąż drugi,
Z nim zaciągnięte wrócą długi,
I złość, i żal niewysłowiony.
Do kogo? - jasne, że do żony.

Obraz tragiczny

Co tak goni stado słoni,
Tuman kurzu wokół,
Słychać grzmoty, jakby burza,
Skupiony niepokój
na ich twarzach się maluje
Wiedzą, że nie umkną,
Tak więc stoi stado słoni
Ścigane biegunką.

O rozprutym

Wszystko, co skrzętnie
skrywał w swym brzuszku,
Teraz leżało na jego łóżku.

Diogenes

Diogenes szukał człowieka
Wśród tłocznych ulic Aten
W słoneczny dzień z lampą w dłoni

Dzisiaj po wielu wiekach
Wszczęto poważną debatę
O jego prawdach i o nim.

Filozofowie poddali
Utarty sąd pod krytykę:
- Diogenes był krótkowidzem bardziej...
Niżeli cynikiem.

Syzyf

Nie wtaczał głazu
Toczył życie
A pragnął toczyć
Jak najdłużej
Nie był na górze ani razu
I bał się tego
Co na górze.

Nowy frazeologizm

Umilkły z dwudziestym wiekiem
Rozmowy człowieka z człowiekiem.
Co zrobić, gdy czasy takie?
Pomówmy jak bydlak z bydlakiem!

Rozbieżne zdania

Zgodni w jednym są bogole,
Mówią: - pecunia non olet.
Jednak ci z policji twierdzą,
Że te ich pieniądze śmierdzą.

Biznesmen

Nie wie co to jest koniunkcja
I Prusa nie czytał,
Za to ma na ręku Rolex
I duży kapitał.
Jada drogo i wykwintnie,
Jeździ Mercedesem
I ma jak stodołę willę,
A przy willi - piesek,
Który zagryzł trójkę dzieci
I zjadł listonosza,
Lecz właściciel go wybronił,
Bo nie szczędził grosza,
Dla policji, dla sędziego,
I dla rodzin ofiar.
Jednym słowem dobry facet
I zwierzęta kocha.
Żonę próżną ma i piękną,
Czyli, jak należy,
Kościół wspiera hojną ręka,
Choć w Boga nie wierzy.
Jest prezesem kilku spółek
I w partii działaczem,
Jednym słowem gospodarny
I aktywny facet.
Czasem ktoś w gazetach pisze,
Że to kręt  i oszust,
Lecz po burzy, czas na ciszę,
Dostał tyle głosów
Na wyborach,  że gazety
Wszystko odwołały,
A on kupił je na kredyt.
Procent był tak mały,
Że w zasadzie go nie było.
Z czasem banku zarząd
Cały kredyt mu umorzył,
Trzeba trzymać z władzą.
Teraz właśnie jest ministrem
I kradnie tak wiele,
Że niedługo, tylko patrzeć,
Jak będzie Premierem,
A jeżeli biedakowi
Noga się powinie,
Zajmie fotel w ambasadzie
Lub dom - w Wołominie.

Oferta desperata

Za szczęście z tobą - oddam wszystko,
Chociażbyś miała być modliszką.
To sama rozkosz - myślę sobie -
i z tobą być, i być też w tobie.

Dyskusja na czasie

Spytałem kolegę prawnika,
Czy w kiosku Ruchu potrafi
Wskazać gdzie erotyka
Skłania się ku pornografii.
Bo jak wiadomo ta druga
Ma swój paragraf w kodeksie,
A erotyka to sztuka.
Obie zaś pławią się w seksie,
Więc rzeczą jest oczywistą,
Że ja - chłop prosty - mam problem,
Kto świnią jest, kto artystą,
I co jest złe, a co dobre.

To kwestia bardzo złożona,
Odrzekł mój drogi rozmówca,
Różne być mogą kryteria,
Granice dyktują gusta,
A gustów tyle, co ludzi,
Co mówię, o wiele więcej,
Sam przecież wiesz, gust się zmienia,
Gdy się wychyli  dwa głębsze.

Tłumaczył jeszcze mi długo
Złożoność tego problemu,
A w sumie nic nie wyjaśnił.
Nie wiem, czy nie chciał, czy nie mógł.

Wiem jedno, stałem przed kioskiem,
Jak stoi uliczna lampa,
A w głowie piętrzył się problem:
- Co wybrać, Catsa, czy Wampa?

Stałbym na pewno tak długo,
Gdyby niespodziewanie,
Nie zapytała mnie żona:
- Co ty tu robisz, kochanie?

Ze szkolnej ławy

By oduczyć dzieci pokus picia,
Pani w szkole rzekła:
- kwiat trzeźwości krokus
stoi dzieci tu na stole.
Jaki kolor ma ten kwiatek?,
Ruszcie dzieci głowy!
- Ja wiem - krzyczy już Małgosia -
ja wiem, fioletowy
Jaś roześmiał się szyderczo i krzyknął:
- Akurat, gadasz brednie,
Znam ten kolor,
To jest denaturat.
Dla ścisłości muszę dodać,
By wszyscy wiedzieli,
Że w kolorze denaturat,
Nie jest kwiat, lecz kielich.
Cała reszta jest zielona,
Wiedzcie to kochani.

Po tych słowach ze wściekłości
zzieleniała Pani.

Wszyscy, którzy pobierali
Nauki w tej szkole,
Wiedzą, co to denaturat,
Nie wiedzą, co fiolet.
Nawet Pani, która miała
Podstawy nieliche
Dziś kojarzy każdy kwiatek
Wyłącznie z kielichem.

Dialog małżeński

Żona:

- Co mam zrobić byś miał wreszcie na mnie chęć?
Już kupiłam sobie chanel numer pięć
I sukienkę ekskluzywną w sklepie Diora,
Wynajęłam apartament na Azorach,
Dziś zrobiłam ci krewetki na kolację,
Kiedy nie masz racji, mówię, że masz rację,
A ty siedzisz i masz minę - żrący kwas
I gdy kleję się do ciebie - ty jak głaz.

Mąż:

- Co mam zrobić, byś mi dała święty spokój?
W sanatorium się leczyłem już pół roku,
U psychiatry byłem, dał mi psychotropy,
Przez luksusy, co u ciebie maja popyt,
Kradnę, kręcę, kombinuję, łatam dziury,
Byłem już wzywany do prokuratury,
Tam straszono mnie procesem i więzieniem.
- Co mam zrobić, bym nareszcie miał wytchnienie?

Zosia zdziadziała

na głowie uwiądł jej wianek
w jej ręku pożółkł badylek
głupia jest niczym baranek
prowadzi się jak motylek
jej pastelowe sukienki
wyparła mini i bidy
mówią że Zosia zdziadziała
a ona czerpie wzór z mody.

Herkules

Gdy prac dwanaście skończył
W ogromną popadł dumę.
  Ja siłę mam niezwykłą,
  I wszystko zrobić umiem.
I zjawił się Herkules
W kraju nad rzeką Wisłą.
  Tu siły trzeba wiele,
  Żeby naprawić wszystko.
Jak w stajniach Augiasza,
Gnój w dole, smród na górze.
  Znam dobrze tę robotę
  I chętnie wam usłużę.
Lecz biedak wnet spokorniał
Bolesna to nauka
  Niektórych brudów świata
  Już nie da się wypłukać.

Mariusz Parlicki: Kij w mrowisko, Krakowski Oddział ZLP, Kraków 1997.
O tomiku pisali:
Emilian Szczerbicki: „Kij w mrowisko", W: „Echo Dnia Super Relaks", 30 grudnia 1997.
Stanisław Stanuch: „Na gorącym uczynku", W: „Magdalenka Literacka", sierpień-październik 1997.


Zatelefonuj do mnie:
tel. kom. 0 506 167422